Listopad 2017
P W Ś C P S N
« paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Wkrótce na blogu:

* szampon i odżywka Joanna Argan Oil *

* Effa clar Duo LaRoche Posay *

* peeling cukrowy do ciała Farmona *

Warzywna lasagne

Zawsze, gdy tylko zrobi się odrobinę chłodniej lubię sobie poeksperymentować w kuchni i przyrządzić dla bliskich smaczne danie;) Więc pewnie teraz częściej będą pojawiać się wpisy bardziej kulinarne.

Tym razem skusiłam się na dawno nie robioną przeze mnie lasagne i postanowiłam zrobić z niej nieco bardziej warzywne danie.

Czego potrzebujemy?

Do sporządzenia warzywnej lassagne potrzebne będą następujące składniki: (Przepis jest dla 2-3 osób)

  • makaron  lasagne
  •  ok 300 g mięsa mielonego (najlepiej wołowo-wieprzowe)
  • pomidory z puszki
  • papryka czerwona i  biała ( możecie wybrać według uznania inne kolory)
  • cukinia
  • cebula
  • ser żółty
  • dwa ząbki czosnku
  • sól
  • pieprz
  • oregano
  •  bazylia
  • według uznania można dodać inne warzywa np pieczarki

 

 

Jak się do tego zabrać?

Najpierw podsmażamy na złocisty kolor pokrojoną cebulę i posiekany czosnek. Następnie dodajemy do tego mięso mielone, które delikatnie podsmażamy. Mięso doprawiamy solą lub przyprawą kucharek. Kroimy paprykę i cukinię na niewielkie kostki i następnie łączymy warzywa z mięsem i wszystko razem smażymy, aż odparuje nagromadzona woda.

 

W między czasie blendujemy pomidory z puszki. Do pomidorowego sosu dodajemy według upodobać  sól, pieprz oraz dużą ilość oregano i bazylii ( przyprawy mogą być świeże lub suszone). Jeśli ktoś lubi może dodać także do sosu posiekany ząbek czosnku. Tak przygotowany sos można od razu połączyć z mięsem i warzywami. Wszystko razem dusimy przez około 5- 7 minut.

 

Płaty lasagne obgotowujemy we wrzącej i osolonej wodzie każdy przez około 5-8 minut, tak aby płaty dobrze zmiękły.

Gdy wszystkie składniki mamy gotowe naczynie żaroodporne odrobinę natłuszczamy i układamy warstwy lasagne.

Na samym dole układamy najpierw płaty makaronu, na to ja zawsze kładę odrobinę startego żółtego sera i dopiero na to kładę warstwę sosu z mięsem i także wierzch delikatnie posypuję żółtym serem ( dzięki umieszczaniu niewielkiej ilości sera pomiędzy każdą warstwą nasza lasagnia będzie się ładniej trzymać po pokrojeniu i będzie lepiej smakować). Na to ląduje kolejna warstwa makaronu. I tak na przemian, aż wypełnimy całe naczynie żaroodporne. Na samym wierzchu dajemy solidną ilość startego żółtego sera (może być w plastrach). Oczywiście jeśli ktoś chce całość można okrasić sosem beszamelowym;)

 

        

Tak przygotowane danie wkładamy do nagrzanego piekarnika do około 200 st. C na około 25-30 minut i gotowe;)

Niestety lasagnia tak smakowicie wyglądała i pachniała po upieczeniu, że z tego wszystkiego zapomniałam zrobić zdjęcie gotowego dania, ale na pewno jeszcze powtórzę ten przepis i w tedy postaram się powstrzymać swoje łakomstwo i dodać wam zdjęcie;)

Inspiracje września;)

No i stało się, jesień zawitała pełną parą. Znów nastał okres na cieplejsze odzienia, a i tak zimne powietrze daje się we znaki. Postanowiłam dzisiaj pokazać Wam elementy garderoby idealne do fajnych stylizacji na jesienne dni.

Na pierwszy ogień idą kurtki… Tak niestety, nadszedł znowu czas kiedy w inspiracjach są kurtki zamiast kolorowych szortów. Ale na szczęście w tym roku sieciówki oferują bardzo fajne i ciekawe fasony;)

 

Bershka

             

 

 

Pull&Bear

 

             

 

 

Do mniej lub bardziej grubej kurtki zawsze przyda się efektowna chusta lub szalik, która dopełni całość outfitu. Ja już od tygodnia nie wychodzę bez otulenia mojej szyi czymś ciepłym.

Bershka

 

              

 

 

Promod

 

Knitted snood mustard - Promod  Knitted snood black print - Promod  Knitted snood coral print - Promod  Patterned scarf dark natural - Promod  Printed scarf pink print - Promod  Bicolor scarf black print - Promod

 

W lecie stawiam na szorty i sukienki, a pora jesienna jest dla mnie idealna dla spódnic noszonych z kryjącymi rajstopami idealne do botków czy kozaków;)

 

Reserved

 

           

 

A Wy na co stawiacie tej jesieni? Co zwróciło Waszą uwagę w jesiennych kolekcjach sieciówek?

 

 

 

 

 

Eyeliner w żelu Maybelline

Eyeliner Studio Lasting Drama Gel Liner z pędzelkiem

Cena; około 28zł/ 3g

 

Dlaczego po niego sięgnęłam?

Zawsze największym dla mnie problemem w całym makijażu było robienie ładnych, kształtnych i równych kresek na oku. Próbowałam różnych typów eyelinerów i za każdym razem to samo: więcej krzywdy niż pożytku, do tego stopnia, że na długi czas dałam sobie spokój z tego typu makijażem i pogodziłam się z tym, że na moim oku nie da się zrobić ładnej kreski. Aż w końcu skusiłam się na zakup eyelinera w żelu  z Maybelline z polecenia kilku osób. I muszę przyznać, że miło się zaskoczyłam i teraz otwarcie mogę powiedzieć, że eyeliner w żelu to produkt stworzony dla mnie!;)

 

 

Co znajdziemy w opakowaniu?

Produkt został zapakowany w bardzo elegancki i estetyczny mały słoiczek. I wbrew pozorom nie utrudnia to korzystania z niego i sam słoiczek nie brudzi się bardzo. Do samego eyelinera został dołączony pędzelek. Jest dosyć dobrze wykonany, ale po kilku użyciach włoski na nim zaczęły się „strzępić” i rozchodzić na boki co uniemożliwia zrobienie estetycznej kreski. Ponad to jeżeli już to pędzelek nadaje się do robienia tylko grubszych kresek, ponieważ sam jest zbyt gruby, żeby stworzyć nim cienką linię na powiece.

 

Jak się spisuje na oku?

Przy stosowaniu produktu z własnym, cienkim pędzelkiem żel bardzo fajnie zachowuje się na powiece. Dosyć łatwo i szybko się go rozprowadza  i w efekcie tworzy ładną i gładką kreskę.  Mój eyeliner to kolor 01 black i faktycznie na oku widać dosyć intensywną czerń. Kolor w ciągu dnia nie blaknie i nie rozmazuje się. Mimo, że produkt nie jest wodoodporny to wyjątkowo  jest bardzo trwały i nie tworzy żadnych plam czy też „sińców”.  Produkt praktycznie w niezmienionej formie utrzymuje się cały dzień.

 

Podsumowanie…

Jak dla mnie to produkt naprawdę godny uwagi, zwłaszcza dla osób które tak jak ja do tej pory z innymi typami eyelinerów nie mogły sobie poradzić. Produkt jak chyba, każdy eyeliner w żelu jest bardzo wydajny. Wystarczy niewielka ilość by zrobić kształtną kreskę na powiece. Cena przy tym też wydaje się nie wielka, zwłaszcza, że w zestawie mamy jeszcze pędzelek, który może dla miłośniczek takich jak ja cienkich kresek nie zbyt się przyda, ale zawsze można go wykorzystać do innych celów.  Ja swój używam  do robienia rozmazanych kresek z  cieni, gdy chcę je rozprowadzić tuż przy linii rzęs;) Jeżeli zastanawiacie się nad kupnem eyelinera to ja polecam właśnie ten z Maybelline;)

A wy jakie typy eyelinerów lubicie najbardziej?  W ołówku, płynie czy w żelu?

 

Balsam nawilżający do ciała pod prysznic Nivea

Produkt ten jest dostępny w dwóch wersjach: białej- do skóry normalnej i suchej oraz niebieska- skóra sucha.  Ja posiadam białą, której zapach jest delikatny i świeży.

Cena 17zł/ 250ml; 24zł/400ml

balsam_1

Na polskim rynku zawitał nowy produkt, który ma na celu nawilżyć nasz ciało pod prysznicem. Najpierw myjemy skórę zwykłym żalem, mydłem itp tak jak zwykle, a następnie po spłukaniu na wilgotne ciało rozprowadzamy nasz balsam, na koniec delikatnie osuszamy skórę ręcznikiem.

Produkt ma lekką konsystencję, dzięki czemu bardzo łatwo i szybko rozprowadza się on na mokrej skórze. Nie potrzeba żadnego większego wysiłku do jego rozsmarowania, czy też wsmarowywania w skórę. Dla uzyskania odpowiedniego efektu nawilżenia nie trzeba czekać, aż balsam się wchłonie lecz wystarczy od razu delikatnie spłukać powierzchnię skóry. Nawilżenie jest odczuwalne od razu po użyciu i dosyć długo się utrzymuje. Zapach o którym już wspomniałam, też utrzymuje się na skórze przez kilka godzin od zastosowania. Skóra po użyciu balsamu jest aksamitna i jędrna. Bardzo szybko wykonuje się pielęgnacje ciała tym produktem. W porównaniu z innymi produktami nawilżającymi takimi jak zwykłe balsamy, kremy, masła itp produkt ten nie wymaga wręcz żadnego wysiłku i nakładu czasu przy jego użyciu. Wszystko odbywa się łatwo i przyjemnie.  Nie trzeba czekać na wchłonięcie się produktu.

Ja osobiście jestem bardzo zadowolona z tego typu balsamu. Przy codziennej pielęgnacji ciała dzięki niemu zaoszczędzam sporo czasu, a efekt fajnego nawilżenia ciała jest uzyskany. Uważam, że ten produkt jest świetny dla zabieganych i zapracowanych kobiet. Idelanie nadaje się przy braniu szybkich pryszniców w domu czy też po basenie czy siłowni. Nie jest to może produkt, który zwłaszcza przy bardzo suchej skórze pozwoli zastąpić wszystkie nawilżające balsamy czy masła, które do gruntownego nawilżenia skóry w dalszym ciągu będą przydatne, ale na pewno przy codziennej i rutynowej pielęgnacji pozwoli zaoszczędzić czas, a mimo to utrzymać naszą skórę w dobrej kondycji.

Jedynym minusem jest dosyć wysoka cena przy niezbyt wysokiej wydajności. Dodatkowo bardzo niefunkcjonalne jest opakowanie, które stoi na nakrętce. Przy używaniu pod prysznicem, mając mokre ręce opakowanie po prostu lubi się wyślizgiwać z ręki i nieporęcznie się dozuje ilość balsamu. Jednak mimo to produkt ten na stałe zagościł w mojej łazience i z chęcią korzystam z niego przy każdej kąpieli;)

Korektor kryjąco-rozświetlający Eveline

Eveline bio Hyaluron 4D korektor BB 8 w 1

Cena ok 13zł/7ml  (produkt znajdziecie w drogerii Rossmann)

Jest to korektor do twarzy, który ma za zadanie pokryć niedoskonałości skóry wokół oczu, ale także dzięki zawartości kwasu hialuronowego i komórek macierzystych wygładzić i nawilżyć naskórek. Oprócz tego producent zapewnia, że  produkt ma aż 8 różnych właściwości:

1. redukuje cienie 2. pokrywa niedoskonałości 3. nawilża 4. wygładza 5. ujędrnia 6. napina 7. odżywia 8. regeneruje

Jeśli chodzi o jego podstawowe zastosowanie to niewątpliwie z pokrywaniem cieni i niedoskonałości radzi sobie bardzo dobrze. Ja stosowałam ten produkt nie tylko wokół oczu, ale także na pozostałe niedoskonałości, a głównie zaczerwienienia na całej twarzy i w obu przypadkach się sprawdził. Korektor ma fajną lekką formułę, dzięki której szybko i dokładnie można zakryć to co się ma do ukrycia bez konieczności użycia dużej ilości produktu i nie tworząc tym samym „skorupy” na twarzy. Dodatkowo nie gromadzi się w załamaniach skóry i w zmarszczkach mimicznych. Bez trudu zakrywa nawet większe niedoskonałości, krostki i zaczerwienienia. Faktycznie produkt dosyć dobrze nawilża i uelastycznia skórę zwłaszcza wokół oczu, a na pewno ani jej nie podrażnia, ani nie wysusza. Na twarzy jest lekki i w ogóle nie wyczuwalny. Jeżeli chodzi o wygładzenie  drobnych zmarszczek to ten produkt nie zdziała nam większych cudów, ale niewątpliwie jego wysokie nawilżenie jak na korektor na pewno nie przyczyni się do powstawania kolejnych zmarszczek. Korektor faktycznie daje bardzo fajne rozświetlenie skóry dzięki odpowiednim pigmentom, które absolutnie nic nie mają wspólnego z brokatem. Sama formuła bardzo ładnie odbija światło, tak że nasza skóra wygląda zawsze na wypoczętą, a nie świecącą się.  Produkt ponad to długo utrzymuje się na twarzy, nie ściera się i nie robi plam.  Jedynym minusem jest fakt, że dostępne są tylko dwa warianty odcieni. Ja mam jaśniejszy- Light i na mojej bardzo jasnej cerze fajnie się dopasowywał i nic się nie odcinało. Jak jest z ciemniejszym- nie wiem. Ale myślę, że ze względu na lekką formułę powinien się fajnie wtopić w skórę i w podkład.

Produkt ma bardzo fajne, małe i funkcjonalne opakowanie. Wyposażony jest w małą szpatułkę dzięki której można łatwo i szybko zaaplikować punktowo preparat, a następnie wklepać palcami. Produkt wbrew pozorom jest naprawdę bardzo wydajny. Do pokrycia nawet całej twarzy wystarczy na prawdę niewielka ilość produktu. Ja stosuję go już od prawie trzech miesięcy i jeszcze nie widać końca;)

Mi ten produkt tak bardzo przypadł do gustu, że już zakupiłam kolejne opakowanie i myślę, że nie ostatnie. Bardzo przydał mi się w okresie wielkich upałów, kiedy potrzebowałam zakryć swoje niedoskonałości, wtedy fajnie się sprawdzał zamiast ciężkich podkładów. Do tej pory często zamiast podkładu stosuję go na całej twarzy, wklepuję go w skórę zwykłym pędzlem do podkładów. Spisuje się świetnie i jestem z niego bardzo zadowolona. Zawsze jakoś nie po drodze było mi z kosmetykami Eveline, gdyż niska cena zawsze wydawała mi się zwłaszcza w produktach makijażowych substytutem niezbyt dobrej jakości. Po wypróbowaniu tego produktu już mam ochotę na sprawdzenie innych z tej firmy do czego zachęcam także Was. Jestem przekonana, że za taką cenę lepszego korektora nie znajdziecie;)

Masełka do ust Nivea

W swojej kolekcji mam na razie tylko dwa rodzaje tego wspaniałego produktu do ust, a mianowicie vanilla&macadamia oraz malinka;) Cena to 9,99zł za sztukę.

                                        85254_P3     85264_P3

Do wyboru są jeszcze dwa rodzaje

                                         85253_P3       85263_P3

Masełka świetnie nawilżają nasze usta na długi czas. Sam produkt bardzo długo się utrzymuje na wargach, ja smarując nieraz nim usta na noc jeszcze rano wyraźnie go czułam. Sam efekt nawilżenia również jest długotrwały. Stosując go regularnie, kilka razy dziennie w okresie zimowym pozbyłam się nieładnych, popękanych ust. Moje usta bardzo ładnie się zregenerowały i nabrały ładnego naturalnego blasku.  Masełka z Nivea charakteryzują się zapachami, które są bardzo przyjemne, ale na ustach są one mało wyczuwalne i przez to nas nie drażnią. Konsystencja jest tłustawa dzięki czemu produkt daje super nawilżenie i ochronę ust. Uczucie tego produktu na skórze jest bardzo przyjemne między innymi dla tego, że czuć mocne nawilżenie, ale nie czuć absolutnie żadnej lepkości. Masełka dają bezbarwną, ale ładnie połyskującą powierzchnię na ustach. Chociaż, gdy  nałoży się większą ilość masełka malinowego to zostawia ono delikatne zaróżowienie warg i wygląda jak delikatny błyszczyk.  Samo opakowanie produktu jest bardzo ładne i stylowe lecz jednak mało funkcjonalne. Żeby móc nałożyć produkt na usta trzeba najpierw paluszkiem zebrać odpowiednią ilość i wmasować w usta. O ile korzystanie z tego produktu w domu nie sprawia większego problemu to już chcąc użyć go na zewnątrz owszem. Nie zawsze bowiem mamy możliwość umycia rąk tuż przed i po użyciu tego produktu i w związku z tym jest to trochę niehigieniczne. Ponad to nie zawsze da się szybko i łatwo odkręcić wieczko.  Masełka z Nivea są bardzo wydajne  ja przy stosowaniu go i to w dużych ilościach nawet kilka razy dziennie przez cały okres zimy zużyłam większą połowę jednego opakowania. Tak bardzo przyjemnie mi się go używa, że zwłaszcza kiedy usta same mi przypominają o konieczności ich nawilżenie, stosuję ten produkt bez przerwy. Jedynie teraz w okresie letnim odstawiłam go na dalszy plan, gdyż moje usta nie potrzebowały niczego specjalnego, a ja sama chciałam skorzystać z innych produktów do ust które w okresie zimowym zostały zdeklasowane przez Masełka.

Mojej usta wymagają dobrego nawilżenia zwłaszcza w okresie zimy, kiedy popękane i spierzchnięte wargi to u mnie norma, dlatego ten produkt jest dla mnie idealny, a i w tym gorącym lecie przydał się do ochrony przed słońcem.  Ja obecnie znowu zaczęłam stosować ten produkt z uporem maniaka, gdy tylko zrobiło się u mnie chłodniej i zaczęło czuć już w powietrzu jesień. Niestety wystarczyło kilka stopni ochłodzenia i chłodny wiatr bym znów musiała ratować moje usta. Na szczęście teraz gdy znalazłam masełka z Nivea, wiem że sobie z tym bez problemu poradzę;)

Serdecznie wszystkim polecam ten produkt. Fenomenalnie nawilża i wygląda na ustach, do tego jest tani i bardzo przyjemnie się go używa;)

Sama mam w zamiarze wkrótce zakupić masełko o oryginalnym zapachu Nivea, strasznie mnie ono kusi;)

Mój letni MUST HAVE!

Dzisiaj chciałam Wam pokazać to z czym w okresie letnim się nie rozstaję  i bez jakich rodzai odzieży lata sobie nie wyobrażam. Przez cały czerwiec, lipiec i teraz także sierpień, gdy tylko zawitało w pełni upalne lato na przemian chodziłam w szortach lub sukienkach. W tym roku wyjątkowo nie korzystałam ze spódniczek, chyba wole je mimo wszystko w chłodniejsze dni do jakiś kryjących rajstop;) Poniżej prezentuje Wam moje najbardziej lubiane szorty, t-shirty, sukienki i buty, a także kolory na paznokciach;)

Szorty 

różowe i khaki- Reserved, szare- Orsay

T-shirty i topy

1. House, 2.Bershka, 3. Bershka, 4. House, 5. Vero Moda

Sukienki

1. H&M 2. Cache Cache 3. Ryłko- wiązana na szyi

Sandałki

1. CCC- Bassano 2. CCC- Clara Barson

 Lakiery do paznokci

W tym roku urzekły mnie typowo morskie kolory, które królowały u mnie i na rękach i na stopach;)

Uwielbiam tego typu fajne. lekkie ubrania  idealne na cieszenie się pięknym latem;)

A Wy w czym najbardziej lubicie chodzić w gorące dni? Jestem bardzo ciekawa, pozdrawiam;*

SunOzon Isana- spray i chusteczki

Już śpieszę z recenzją samoopalacza z firmy SunOzon. Niestety w związku z kilku dniowym brakiem dostępu do internetu wpis na ten temat jeszcze bardziej się opóźnił, za co przepraszam.

Na początku zdradzę Wam, w jakich ja sytuacjach korzystam z tego typu produktów. Mam bardzo jasną karnację i bardzo trudno mi przychodzi naturalna opalenizna. W związku z tym już od dawna nauczyłam się korzystać z pomocy produktów brązujących, które zaczynam stosować, gdy moja skóra delikatnie sama się zabrązowi na słońcu. W tedy takimi produktami staram się podbić i przyciemnić moją opaleniznę oraz utrwalić ją na dłuższy czas. Ja zazwyczaj stosuję je tylko na nogi, gdyż te części ciała najgorzej mi się opalają, a z resztą ciała nie mam takiego problemu. W związku, z czym staram się samoopalaczami wyrównać kolor na nogach.

8,99zł/150ml

Najpierw tak jak przed zastosowaniem każdego tego typu produktu należy wykonać peeling, a następnie na oczyszczoną skórę rozprowadzić samoopalacz. Dzięki zastosowanemu sprayu produkt bardzo łatwo się aplikuje wystarczy go rozpylić z odległości około 30cm na skórę i odczekać, aż się wchłonie. Można także delikatnie spróbować go wmasować w skórę, tak aby mieć pewność, że preparat zostanie dokładnie rozprowadzony. Wielkim plusem tego samoopalacza jest to, że bardzo szybko się wchłania wystarczy dosłownie 30 sekund, a produkt jest całkowicie wchłonięty. Dodatkowo jest on w ogóle nie wyczuwalny na skórze. Nie ma się żadnego uczucia lepkości, skóra jest sucha i aksamitna. Ponad to produkt nie ma nieprzyjemnego i charakterystycznego zapachu, jaki towarzyszy większości środkom samoopalającym. Zapach jest bardzo ładny i przypomina świeży i lekki dezodorant, ale nie utrzymuje się on zbyt długo na skórze. Niewątpliwie muszę przyznać, że komfort używania tego produktu (szybkość wchłonięcia, brak lepkości i specyficznego zapachu) jest niezmiernie wysoki i z przyjemnością się go używa. Przy innych produktach nie do wytrzymania jest dla mnie zapach i efekt lepiącej się skóry- tu nie ma tego problemu. Te wszystkie zalety przysłania jednak jedna znacząca wada. Otóż produkt bardzo słabo spełnia swój podstawowy cel zbrązowienia skóry. Po jednym użyciu nie widać żadnego efektu. Dopiero po dwóch, trzech aplikacjach widać delikatne przyciemnienie skóry. Nie jest to jednak coś, co da satysfakcję osobom, które chcą szybko uzyskać ładną i widoczną opaleniznę. Ja po wielkim zadowoleniu z tego jak ten produkt się aplikuje i zachowuje na skórze, rozczarowałam się jego działaniem. Osobiście po jego stosowaniu nie widziałam praktycznie żadnego efektu. Szkoda, bo gdyby tylko lepiej brązowił skórę to byłby to produkt idealny. W związku z brakiem efektu opalania, produkt też nie zostawia żadnych plam i smug.

Mam jednak dla Was alternatywę -chusteczki SunOzon.

2,49zł/ 2x 7ml

Sprzedawane są po 2 sztuki w oddzielnych opakowaniach.

W użyciu są tak samo przyjemne jak spray, łatwo i szybko się je stosuje.  W wypeelingowaną i oczyszczoną skórę wcieramy równomiernie produkt znajdujący się na nawilżonej chusteczce. Również bardzo szybko się wchłania, wystarczy dosłownie kilka sekund, a produkt jest idealnie wchłonięty i nie pozostawia na skórze uczucia lepkości. Skóra jest gładka i aksamitna. Produkt nie pozostawia żadnych smug, czy też plam. Za to bardzo ładnie i szybko, bo już po około 2-3 godzinach ujawnia się ładna opalenizna. Produkt na mojej skórze tworzy bardzo ładny i świeży odcień brązu, który jest widoczny i utrzymuje się nawet 4-5 dni. Dodatkowo również nie wydziela on brzydkiego zapachu, a jedynie pachnie świeżością. Na całe ciało potrzeba minimum dwie chusteczki ( na same nogi wystarczy jedna).

W porównaniu tych dwóch produktów u mnie zdecydowanie wygrywają chusteczki ze względu na bardzo fajny i satysfakcjonujący ładny efekt zbrązowienia skóry;)

Inspiracje lipca!

Lato w pełni więc tym razem inspiracji w lipcu nie mogę zacząć od czegokolwiek innego jak od strojów kąpielowych.

Bershka

       

 

Reserved

          

 

Pull&Bear

                          

 

Oczywiście nie może zabraknąć też innych typowo letnich akcesoriów jak na przykład okulary przeciwsłoneczne bez których ja nie ruszam się z domu;)

 

Reserved:

 

              

Pull&Bear

             

 

C&A

     

 

Suchy szampon Isana

Zgodnie z zapowiedzią przedstawiam Wam recenzję taniego suchego szamponu Isana z Rossmanna, który zakupiłam na promocji za 5,99zł, a jego regularna cena to 10,59zł za 200ml.

Szampon ma za zadanie przywrócić świeżość i puszystość włosom tak, że fryzura nie ulegnie zmianom.

Na dobrze wyszczotkowane, rozczesane włosy szampon  równomiernie rozpylamy w odległości ok 20cm na każde pasemko włosów. Następnie pozostawić do wyschnięcia  i wytrzeć włosy ręcznikiem oraz dokładnie wyszczotkować włosy w celu usunięcia nadmiaru produktu lub  zdmuchnąć go suszarką.

Jeżeli chodzi o kwestie odświeżenia włosów to ten produkt niewątpliwie bardzo dobrze sobie z tym radzi. Puder bardzo ładnie pokrywa włosy i zbiera nadmiar sebum ze skóry głowy i włosów.  Efekt świeżych i uniesionych włosów utrzymuje się na nawet dwa dni po użyciu tego produktu. Włosy faktycznie stają się bardziej puszyste i uniesione u nasady. Ponad to po zaaplikowaniu produktu włosy o wiele lepiej się układają  i mimo, że są puszyste to tworzą fajną i zwartą fryzurę ( jeśli chodzi o dosyć krótkie włosy). Szampon w dodatku ma bardzo ładny  świeży zapach, ale nie jest to taki typowy zapach owocowy czy kwiatowy lecz bardziej przypomina jakąś perfumowaną kompozycję zapachów. Utrzymuje się bardzo długo i przez cały dzień jest delikatnie wyczuwalny. Mi ten zapach bardzo się podoba, ale wiem, że niektórym może on nie przypaść do gustu.  Kolejnym wielkim plusem tego produktu jest fakt, że w przeciwieństwie do suchego szamponu z Granier  szampon z Isany nie pozostawia na włosach nieprzyjemnego pudru w dotyku. Myślę, że jest to za sprawą wytarcia dodatkowo ręcznikiem włosów po aplikacji szamponu. Przy dotykaniu czuć tylko minimalnie, że włosy są pokryte produktem, ale on absolutnie nie pozostaje na dłoniach i nie tworzy nieprzyjemnego odczucia. Włosy są zmatowione po użyciu szamponu, ale to chyba taki urok odświeżania włosów bez wody.  W dodatku szampon jest dosyć wydajny co prawda ma większą pojemność od Graniera, ale wiedzę już teraz że szampon starczy mi na o wiele dłużej no i oczywiście zabójcza cena 10zł przeważyła szalę i sprawiła, że zdecydowanie w moim rankingu wygrywa suchy szampon z Isana.

Oba  szampony (Z Garnier i z Isana) dają identyczny efekt odświeżenia, ale uniesienie włosów u nasady moim zdaniem minimalnie lepsze daje Isana. Oba ładnie pachną, ale dłużej utrzymuje się zapach z Isana. Dla mnie Isana zapunktowała tym, że puder nie jest wyczuwalny na włosach i nie jest tak irytujący  jak w Garnier no i oczywiście wydjność i cena. To wszystko sprawiło, że bez zawahania  następnym razem wezmę do ręki szampon Isana, a Granier sobie odpuszczę;)

P.S.

Recenzja samoopalacza z Sun Ozon będzie już niedługo na moim kanale, jednak chcę go jeszcze trochę wypróbować i wyrobić sobie zdanie zanim się z nim podzielę z Wami;)

Pozdrawiam i życzę miłego Weekendu;*